|
Czas
wojny, czas zagłady
Był 15 sierpnia 1991 roku, pierwszy dzień ekshumacji w miejscu pochówku
jeńców polskich z obozu w Ostaszkowie. Kilka minut po godzinie jedenastej
łyżka jednej z koparek wydobyła fragment munduru - pierwszy ślad przeszło
6-tysięcznej rzeszy polskich policjantów, strażników więziennych i funkcjonariuszy
Straży Granicznej, których historia dobiegła kresu 51 lat wcześniej w
chwili, gdy zatrzaskiwały się za nimi drzwi w piwnicach siedziby NKWD
w Kalininie. Kilkadziesiąt centymetrów niżej koparka odsłoniła guziki
z orzełkiem oraz odznakę policyjną - dowody miłości do Ojczyzny noszone
drogą, którą ich prowadzono przemocą na nieludzką ziemię, by tu, tysiące
kilometrów od domu rodzinnego zakończyć życie jako ofiary jednej z najstraszniejszych
zbrodni XX wieku. Koparka pogłębiła dół jeszcze trochę i oczom zgromadzonych
ukazały się sprasowane ciała ofiar NKWD złożone w pierwszym odkrytym dole
śmierci. Takich miejsc w cichym lesie w Miednoje jest 25. Właśnie w nich
przez kilkadziesiąt lat spoczywali funkcjonariusze polskich służb mundurowych.
Ich likwidacja w zamyśle Stalina miała ułatwić komunistom przejęcie władzy
w Polsce.
Prawie ćwierć wieku Pontyfikatu Jana Pawła II, a z nasion jego nauczania
nie wyrosło jeszcze drzewo sprawiedliwości dla niewinnie cierpiących i
okrutnie zamordowanych w 1940 roku Polaków, których z bohaterską determinacją
zdołano wreszcie po 60 latach godnie pochować na Polskim Cmentarzu w Miednoje.
Garstka prawych i szlachetnych ludzi dokonała dzieła wielkiego. Czemu
więc ci, co mogą zrobić więcej, nie podjęli dotąd wznowienia procesu oskarżenia
zbrodniarzy? Nie mają w sercach dość odwagi i czystego zamysłu powinności
wobec zabitych i ich żyjących Rodzin.
Moje pokolenie, przekraczające próg tysiącleci, bogate dziedzictwem idei
humanizmu, tolerancji, miłości i poszanowania godności drugiego człowieka,
nadal nie znajduje odpowiedzi na zasadnicze pytania.
Kiedy biskup polowy, generał brygady Sławoj Leszek Głódź stał w lesie
w Miednoje w 1991 roku nad odkrytą mogiłą 250 szczątków zwłok ekshumowanych
policjantów, pytał w homilii: "Dlaczego zginęli? W iluż to polskich
sercach rozbrzmiewało przez lata to pytanie. Dlaczego? Pytamy i dziś z
tym samym dramatycznym napięciem".
Minęło dziesięciolecie, a pytanie nadal
nie zostało zamknięte żadną odpowiedzią. Na tysiące pytań o sens i prawdę
człowieczeństwa brakuje wciąż odpowiedzi, jakby rozum i wiara za małe
były, traktaty i prawdy mędrców i myślicieli niepełne, nieaktualne.
Wyschnięte są serca tych, do których wołamy o osądzenie czynów zbrodniczych,
nie odpowiada nikt, po żadnej stronie granicy. Ból i nadzieja, te dręczące
uczucia towarzyszą naszemu nieustannemu upominaniu się o pełną prawdę.
Pierwszy transport Polaków z Ostaszkowa (4 kwietnia 1940
roku) na miejsce kaźni liczył 300 osób. Dwustu pięćdziesięciu zdołano
nocą wymordować. Zwłoki, których głowy owijano w mundur, by nie krwawiły,
wrzucano na ciężarówki wyłożone plandeką. O świcie ruszały do Miednoje,
na teren wypoczynkowy, przeznaczony dla funkcjonariuszy NKWD. Tam koparka
kopała wielki dół o głębokości około 3 metrów i średnicy 12 metrów. Do
niego zrzucano zwłoki. Maszyna zakopując je, drążyła kolejną jamę.
Po pół wieku Polacy są znowu na tym samym miejscu, trwa
ekshumacja.
Koparka mozolnie odkrywa powierzchnię zbiorowej mogiły. Wydobyto czaszkę
szczelnie owiniętą w granatową tkaninę.
Każda wydobyta czaszka zostaje dokładnie opisana:
- kompletna czaszka, męska, uszkodzenia kości wskazują
na obrażenia postrzałowe ...
- kompletna mózgo-czaszka, zdeformowana, wlot: 13 mm powyżej otworu potylicznego
...
- prawie kompletne kości sklepienia czaszki, obrażenia postrzałowe ...
- czaszka kompletna, wylot prawdopodobnie w obrębie jamy nosa ...
- czaszka, wylot w okolicy stawu skroniowego lewego ...
Słuchajcie wszyscy.
Stańcie do Apelu Pamięci Pomordowanych
I Apel
W marcu 1939 roku, wobec narastającego zagrożenia ze strony
III Rzeszy, ogłoszono w kraju częściową mobilizację w celu wzmocnienia
granicy zachodniej. Wraz z armią w stan wzmożonej czujności postawiono
również i Policję. Punkt ciężkości podjętych zadań przesunął się na zwalczanie
wrogiej działalności wywiadowczej i dywersyjnej, zwłaszcza na obszarach
zamieszkanych przez mniejszość niemiecką i ukraińską - tam bowiem "V
kolumna" coraz silniej dawała o sobie znać. W akcjach tych policja
- wraz ze Strażą Graniczną, Korpusem Ochrony Pogranicza oraz placówkami
wywiadu i kontrwywiadu wojska - podejmowała skoordynowane wysiłki w celu
ograniczenia wrogiej aktywności na terenie Polski. Odgórne zarządzenia
utrudniały jednak tego rodzaju działania, uniemożliwiając bardziej stanowcze
przedsięwzięcia.
Sytuacja zmieniła się dopiero w sierpniu, kiedy wybuch wojny zbliżał się
nieuchronnie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w obliczu dramatycznego
rozwoju wydarzeń wydało oczekiwane dyrektywy, nakazujące zdecydowane ukrócenie
dywersji i prób dezorganizowania państwa. Do służby w policji powołano
kilkanaście tysięcy rezerwistów, a w najbardziej zagrożone tereny wysłano
dodatkowe posiłki: na Śląsk skierowano z Warszawy 300 policjantów, do
dyspozycji wojewodów lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego oddano
z oddziałów rezerwy Komendy Głównej kilka kompanii i szwadronów rezerwy
policyjnej. W ramach zakrojonej na szeroką skalę akcji prewencyjnej zatrzymano
i odizolowano znaczną liczbę osób zaangażowanych czynnie w działalność
antypolską, zlikwidowano wiele magazynów broni i materiałów wybuchowych.
Niestety, władze rządowe zbyt późno zdecydowały się na kategoryczną rozprawę
z "V kolumną", która zachowując w zasadzie swój potencjał militarny
kontynuowała akty sabotażu i dywersji.

W ostatniej dekadzie sierpnia 1939 roku hitlerowskie dywizje
pancerne i eskadry Luftwaffe były gotowe do napaści na Polskę. O losach
naszego kraju zadecydowały rządy III Rzeszy i ZSRR podpisując w Moskwie
traktat o nieagresji oraz tajny protokół o sojuszu, zapewniający obu stronom
zagarnięcie naszego kraju. Wykonanie tych "sojuszniczych" zobowiązań
spełniło się 1 września atakiem Niemiec hitlerowskich na Polskę z zachodu
i północy, a szesnaście dni później - 17 września - ciosem zadanym przez
Armię Czerwoną od wschodu. Polskie sojusze o wzajemnej pomocy z Francją
i Wielką Brytanią zawiodły.
Napaść Niemiec hitlerowskich zastała nasz kraj nieprzygotowany do obrony.
W trudnej sytuacji znalazły się również oddziały policji stacjonujące
w polskich miastach.
W walkach na Śląsku straty poniosły kompanie rezerwy Jaworzno i Herby
Wielkie, a ich dowódcy - podkomisarz Wyspiański i podkomisarz Wąsala polegli.
3 września 1939 roku w Bydgoszczy niemiecka "V kolumna" ostrzelała
wycofujące się oddziały polskie, jednak natychmiastowa kontrakcja wojska
i policji pozwoliła na szybkie stłumienie rebelii.
Na zaanektowanych przez III Rzeszę ziemiach polskich okupant szczególnie
zawzięcie tępił policjantów - wielu poniosło śmierć w egzekucjach już
jesienią 1939 roku. Jedynie na Wybrzeżu policja nie była ewakuowana i
zgodnie z planem mobilizacyjnym podporządkowana została dowództwu Lądowej
Obrony Wybrzeża.
W dyspozycji wojska znalazły się: Komenda Obwodowa PP w Gdyni z nadkomisarzem
Józefem Ostrowskim, cztery komisariaty PP w Gdyni - I z komisarzem Piotrem
Okońskim, II z podkomisarzem Aleksandrem Wotarowiczem, II z komisarzem
Józefem Wojcieszakiem, IV z podkomisarzem Juliuszem Szottek, kompania
wartownicza PP w Gdyni z por. Józefem Seredickim, komisariat PP w Wejcherowie
z komisarzem Leonem Graczykiem, pluton wartowniczy PP w Pucku
z ppor. Aleksandrem Słowikowskim i komisariat PP w Kartuzach z komisarzem
Pudzińskim. Razem około 700 ludzi.
Oddziały policji, którym przyznano uprawnienia żandarmerii do zwalczania
dywersji, sabotażu i szpiegostwa, współdziałały z wojskiem i batalionami
obrony narodowej na terenie całego kraju, między innymi walczyły na pierwszej
linii frontu w rejonie Wejherowa, Kępy Oksywskiej i Rumii-Zagórza. Po
kapitulacji, 19 września znalazły się w niewoli.
W oblężonej Warszawie, oddziały policji pozostały na miejscu i wraz z
jednostkami napływającymi z zachodu, z wojskiem i mieszkańcami ofiarnie
brały udział w obronie stolicy. Utworzony wówczas z rezerwy policyjnej
batalion wartowniczy ochraniający mosty na Wiśle, w trakcie walk obronnych
stracił dowódcę, komisarza Zagórskiego i kilkudziesięciu policjantów.
Na południu kraju kompania policji krakowskiej prowadziła działania w
celu ochrony mostów w rejonie Stalowej Woli. Batalion policji przeznaczono
również do obrony Białegostoku. Następne dwie kompanie walczyły w Bielsku
Podlaskim i w Puszczy Białowieskiej.
Z kolei około 150 policjantów z lubelszczyzny walczyło w grupie "Szack"
a szwadron rezerwy policyjnej prowadził działania pod dowództwem rtm.
Sucheckiego.
Waleczność policjantów i ich oddanie Ojczyźnie okupione zostały wielką
daniną krwi - bilans strat Policji Państwowej we wrześniu 1939 roku szacuje
się na około 3 tys. poległych i zamordowanych.
Brak jednoznacznych dyrektyw władz naczelnych co do skutecznego
wykorzystania policji i odkładanie z nieznanych dotąd powodów zgody na
jej zmilitaryzowanie pociągnęło za sobą tragiczne następstwa. W rezultacie
decyzji rządu, już w pierwszym tygodniu wojny policja została objęta planem
ewakuacji na wschód, w ramach której Komenda Główna Policji Państwowej
i jej komendant gen. Józef Kordian-Zamorski opuścili Warszawę wraz z dużą
częścią stołecznej policji i rezerwą policyjną. Wojewodowie z województw
pomorskiego, poznańskiego, łódzkiego, śląskiego, częściowo krakowskiego,
warszawskiego, kieleckiego i lubelskiego na podstawie wytycznych centralnych
podobnie postąpili z oddziałami policji. Dopiero 10 września premier,
minister spraw wewnętrznych i Główny Komisarz Cywilny podpisali w Brześciu
dekret o militaryzacji policji, dotyczący utworzenia kordonu policyjnego
na Bugu w celu zaprowadzenia porządku wśród wycofujących się, rozbitych
i rozproszonych jednostek wojskowych. Bieg wypadków wojennych zniweczył
ten plan. Machina wschodnia ruszyła na zachód druzgocąc oddziały naszych
ojców i dziadków zagubionych w rozszalałej od mordu i grabieży pożodze
o niespotykanych dotąd rozmiarach.
W wyniku wycofywania się oddziałów policji na wschód, region Wschodniej
Małopolski stał się miejscem największej koncentracji sił policyjnych:
Tarnopol spełniał funkcje docelowego punktu zbornego dla zmilitaryzowanej
policji. Korpus policji śląskiej rozlokowano w rejonie Brzeżany - Kozowa,
a w Mostach Wielkich mieściło się centrum szkoleniowe.
Zbliżenie się wojsk niemieckich do kresów wschodnich uaktywniło nacjonalistów
ukraińskich. Zjawisko przybrało większe rozmiary w kilku powiatach województwa
stanisławowskiego: meldowano tam o napadach na mniejsze oddziały i posterunki
wojska, Obrony Narodowej i policji, na urzędy administracyjne i ludność
cywilną. Obszar między Mikołajewem a Miłkowcem przejściowo znalazł się
nawet pod kontrolą nacjonalistów. Wprowadzone do działań oddziały policji
i rezerwy policyjnej ppłk. Wysłoucha i jednostki wojskowe zażegnały niebezpieczeństwo,
zapewniając tym samym docierającym tam nielicznym oddziałom polskim możliwość
odwrotu w kierunku Rumunii i Węgier. Komenda Główna Policji Państwowej,
mieszcząca się początkowo w Zdolbunowie, już wcześniej przeniosła się
bliżej granicy z Rumunią.
Symbolem poświęcenia i oporu przeciwko agresji radzieckiej na Kresach
Wschodnich stało się miasto Grodno. Tam, między 20 a 22 września wojsko,
Korpus Ochrony Pogranicza, policja, harcerze i ochotnicy bohatersko stawili
czoło nacierającemu 6. kozackiemu korpusowi kawalerii i 15 korpusowi pancernemu.
Formacje policyjne, głównie pochodzące z Wielkopolski i Pomorza, wykrwawiły
się broniąc miasta.
W trakcie kampanii wrześniowej, wobec niekorzystnego rozwoju działań wojskowych,
wiele grup policyjnych przyłączało się i walczyło w batalionach Korpusu
Ochrony Pogranicza, między innymi "Dawigródek", "Bystrzyce"
i "Brzeźne", zgrupowaniach gen. Wilhelma Orlik-Rückermana oraz
SGO "Polesie". Kompania Policji dowodzona przez kpt. Franciszka
Otłokowskiego stoczyła 24 września ciężką walkę z oddziałami Armii Czerwonej
pod Kamieniem Koszyckim. Po kapitulacji polscy policjanci, wbrew międzynarodowym
konwencjom o traktowaniu jeńców wojennych, zostali rozstrzelani.
Opuszczeni przez naczelnych dowódców, zaskoczeni wkroczeniem Armii Czerwonej
na wschodnie tereny Polski, zdezorientowani rozkazem zakazu walki z oddziałami
radzieckimi wydanym przez Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego,
polscy policjanci osamotnieni stawiali czoła śmierci bez nadziei na uznanie
tej najwyższej ofiary dla Ojczyzny przez następne pół wieku.
Coraz gorsza sytuacja na froncie powodowała, że chcąc uniknąć
niewoli radzieckiej liczne oddziały polskie usiłowały dotrzeć do granicy
z sąsiadującymi państwami na południu i północy. Pewnej liczbie oddziałów
pod dowództwem gen. Zamorskiego i insp. Grabowskiego - komendanta województwa
krakowskiego, udało się przedostać do Rumunii. Inne wraz z insp. Konopką
- komendantem województwa stanisławowskiego, insp. Piątkiewiczem i mjr
Zdanowiczem skierowały się na Węgry.
Ponad 2 tysiące policjantów z podinsp. Ziołowskim - komendantem województwa
wołyńskiego i podinsp. Jacyną - komendantem województwa wileńskiego znalazło
schronienie na Litwie i Łotwie.
Pozostałych zagarnęły wojska radzieckie.
W ręce NKWD wpadł w Tarnopolu transport kolejowy komendy Głównej PP (wśród
oficerów byli nadinsp. Nagler i insp. Schuch) oraz kilka transportów wraz
z oddziałami policji śląskiej - z poinsp. Złotowskim (komendantem województwa
tarnopolskiego), insp. Goździewskim (komendantem województwa lwowskiego),
insp. Łodzińskim (komendantem województwa łódzkiego) i insp. Witalisem
Olszańskim (komendantem województwa nowogródzkiego).
Dostający się do niewoli rosyjskiej policjanci trafiali do więzień Przemyśla,
Stanisławowa, Tarnopola, Grodna, Łucka i setek innych miejscowości, gdzie
cierpieli głód, byli torturowani, by wreszcie niejednokrotnie ginąć od
strzału w tył głowy. Z relacji świadków wyłaniał się obraz ogromu cierpień,
jakich doznali nie tylko funkcjonariusze polskiej Policji Państwowej,
ale i ich rodziny i bliscy. Przykłady bestialstwa napływały ze wszystkich
stron: ze Lwowa, gdzie 22 września czerwonoarmiści strzelali do jeńców
z dział czołgowych, z Rohatynia, w którym dwa dni wcześniej zamordowano
polskiego policjanta, przedtem w okrutny sposób torturowanego; z Brygitek
Lwowskich, gdzie jeńców umieszczono w celach śmierci, a część z nich rozstrzelano
w piwnicach więzienia, nie zadając sobie nawet trudu usunięcia zwłok -
po ucieczce sowietów w 1941 roku na placu tego więzienia odnaleziono stosy
trupów.
Jednostki Armii Czerwonej i NKWD - jeszcze w trakcie działań wojennych
- dopuściły się zbiorowych mordów na policjantach w wielu miejscowościach,
między innymi w Tarnopolu, Lwowie, Łucku, Berezweczu.
Największą zbrodnię popełniono w Mostach Wielkich. Tam zgromadzonych uprzednio
na placu apelowym kadetów i kadrę szkoleniową wraz z komendantem insp.
Witoldem Dunin-Wąsowiczem rozstrzelano serią karabinów maszynowych.
Jak się niebawem miało okazać, wszyscy funkcjonariusze polskiej Policji
Państwowej "przeznaczeni" byli do planowej eksterminacji jako
szczególne "zagrożenie" dla rosyjskiej "racji stanu".
Ostrze stalinowskie wymierzono dokładnie - przeciwnikiem byli przecież
bojownicy o Śląsk i wolną Wielkopolskę, legioniści, uczestnicy wojny polsko-
bolszewickiej w 1920 roku, żołnierze armii generała Hallera i dowborczycy
(żołnierze I Korpusu Polskiego w Rosji dowodzonego przez generała Józefa
Dowbór-Muśnickiego) - młodzież wychowana w duchu wierności ideałom wolnej
Rzeczpospolitej.
W rękach NKWD znalazła się ogromna część kraju. Ponad milion obywateli
polskich z województw wschodnich wywieziono w ramach czterech deportacji
w latach 1940-1941. W tragicznej sytuacji znalazły się rodziny policyjne,
pozostawione poza prawem i masowo zsyłane na Sybir i do Kazachstanu. Wywóz
odbywał się zwykle nocą, a zesłańcom dawano około godziny na spakowanie
się do drogi. "Podróż" na wygnanie oznaczała zwykle kilkutygodniową
gehennę w zaplombowanych wagonach towarowych, w których było nawet 50-55
osób, w zimnie, głodzie i brudzie. Potem zesłańców czekała ciężka praca,
która była obowiązkowa nawet dla 10-letnich dzieci, niezależnie od temperatur
- wahały się one od + 40 st. C w lecie w Kazachstanie, a na Syberii do
- 45 st. C w zimie. Stały brak żywności i opału, insekty, choroby i epidemie
- wszystko to sprawiało, że śmiertelność wśród polskich zesłańców była
zastraszająca. Umierały całe rodziny, szczególnie dzieci pozbawione opieki
i wyżywienia.
Ćwierć miliona Polaków wcielono przymusowo do Armii Czerwonej, kolejne
ćwierć miliona aresztowano, wywieziono do łagrów, część zamordowano. Ogółem
w głębi ZSRR znalazło się ponad 130 000 polskich żołnierzy i policjantów
wziętych do niewoli we wrześniu 1939 roku. Dla części z nich wybawienie
z łagrów i więzień przyszło razem z formowaną w ZSRR Armią Polską gen.
Władysława Andersa w 1941 roku.
Jeńców Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska spotkał kos najstraszliwszy.
Drogę, którą przebyli polscy policjanci w jednym z transportów
z Włodzimierza Wołyńskiego do Ostaszkowa zdołano odtworzyć na podstawie
fragmentów notatek znalezionych w kieszeni munduru policjanta, którego
szczątki wydobyto w czasie ekshumacji masowych grobów w 1991 roku w Miednoje.
Oto etapy tej tragicznej podróży:
"12.XI.39 wyjazd z Łucka; 13.IX. wyjazd z Kiwerc; 13IX. przyjazd
do Kowla; ... 18.IX. wyjazd z wojskiem; 19.IX. przyjazd do Włodzimierza;
... rozbrojenie; ... 29.IX. wyjazd do Równego ... 1.X. przybycie do Brodów;
28.X. wyjazd z Brodów; 29.X. przyjazd do Zdołbunowa; ... 31.X. przyjazd
do Szepietówki; 12.XI. wyjazd z Szepietówki; 13.XI. wyjazd ze stacji Korosół;
14.XI. wyjazd ze stacji Żłobin; potem Mohylew; 14. XI. wyjazd ze stacji
Witebsk; 15.XI. wyjazd ze stacji Wielkie Łuki; 15.XI. przyjazd do Ostaszkowa
..."
Jeńcy polscy wzięci do niewoli po napaści ZSRR na Polskę
17 września 1939 roku lokowani byli w 8 obozach podległych utworzonemu
rozkazem Berii z 19 IX 1939 r. Zarządowi do Spraw Jeńców Wojennych NKWD
ZSRR.
Po uporządkowaniu spraw podziału jeńców, w październiku
utworzone zostały 3 obozy specjalne NKWD: Starobielsk (jako pierwszy)
i Kozielsk dla oficerów WP; największym był obóz w Ostaszkowie - krwawiąca
rana zdrady i nienawiści, nie zabliźniona aktem skruchy i historycznym
rozrachunkiem błędów - dla policjantów i funkcjonariuszy służby więziennej,
żandarmów, agentów służb wywiadowczych, oficerów kontrwywiadu. Według
rozporządzenia szefa Zarządu ds. Jeńców Wojennych Soprunienki z 29 X,
do Ostaszkowa należało również kierować osadników wojskowych - szeregowców
i młodszą kadrę dowódczą. Okres października i listopada to ostateczne
formowanie obozów i przemieszczanie jeńców. Osoby z centralnych regionów
Polski kierowano do punktów wymiany z Niemcami. Zwolniono do domów szeregowców
i podoficerów - mieszkańców tzw. Zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi,
poza 37 tysiącami zatrzymanych w obozach pracy podległych NKWD. Z obozów
pracy NKWD przekazywano ujawnionych oficerów i policjantów, przejęto natomiast
od rządu litewskiego internowanych tam polskich wojskowych, mieszkańców
zachodniej Ukrainy i Białorusi. Z grupy tej część trafiła do trzech obozów
specjalnych. Przesunięcia jeńców, pojedyncze lub grupowe, do poszczególnych
obozów zgodnie z ich przeznaczeniem miały miejsce w zasadzie do końcowych
dni przed ich likwidacją.
Obóz utworzony został na wyspie Stołbnyj jeziora Seliger,
11 kilometrów od Ostaszkowa, w obwodzie kalinińskim, na bazie kolonii
pracy NKWD dla nieletnich (zlikwidowanej rozkazem Berii z 19 IX 1939 roku).
Połączony był drewnianym mostem z położonym opodal półwyspem Swietlica
- groblę łączącą wyspę z lądem sypali polscy jeńcy. Polaków rozmieszczano
w budynkach starego - założonego w 1594 r. - eremu niłowskiego. W okresie
od 28 IX do 27 X obóz, przeznaczony dla 7 tys. osób, przyjął 12 238 jeńców.
W obozie brakowało opieki sanitarnej, pomieszczeń i wyposażenia, stołówka
mieściła zaledwie 300 osób, łaźnia - 50, nie zorganizowano dostaw wody
pitnej i dostatecznego zaopatrzenia w żywność. Jeńcy zajmowali 19 budynków
obozowych z ogólnej liczby 33 (w 3 były jednostki wojskowe, 11 służyło
celom gospodarczym), spali w pomieszczeniach nieopalanych na 3-piętrowych
pryczach, dla 728 osób w ogóle brakowało miejsc. Ludzie szybko tracili
siły, śmiertelność była wysoka - według niepełnych jeszcze danych, co
najmniej 92 policjantów zmarło, wielu chorowało na gruźlicę.
Obóz był bardzo dobrze strzeżony; otoczono go szerokim pasem zasieków
z drutu kolczastego i płotem, wokół rozmieszczono wieże strażnicze, reflektory
i posterunki ochrony wewnętrznej i zewnętrznej - stanowiła ją kompania
235 wydziału batalionu 11 brygady wojsk konwojowych NKWD w liczbie 112
żołnierzy; od kwietnia 1949 roku zmieniła ją 12 kompania 236 pułku konwojowego.
Komendantem obozu został mjr Pawieł F. Borisowiec, komisarzem st. Politruk
Iwan W. Jurasow (do Ostaszkowa przybyli 21 wrzesnia). Oddziałem specjalnym
w obozie kierował mł. lejtn. bezp. państw. Grigorij W. Korytow. Funkcję
szefa kalinińskiego NKWD sprawował płk. Dmitrij Stiepanowicz Tokariew.
31 pażdziernika do Ostaszkowa skierowano inspektora Zarządu ds. jeńców
wojennych kpt. bezp. państw. G.I. Antonowa. Wytyczne Berii nakazywały
przekazywanie z obozów pracy do ostaszkowskiego łagru jeńców wykazujących
szczególnie złą wolę, odmawiających pracy i symulantów, negatywnie oddziaływujących
na pozostałych jeńców wojennych i stosowanie wobec kierowanych do obozu
policjantów i im podobnych surowego reżimu, wykluczenie możliwości ucieczki,
systematyczne i dokładne weryfikowanie każdego jeńca w celu wykrycia osób,
które pracowały w organach wywiadowczych w strefie przygranicznej i brały
udział w walce z ZSRR. Informatorów werbowano również wśród ludności miejscowej.
Oprócz już działających w obozie w tym celu specjalistów z centralnego
i obwodowego aparatu NKWD, 4 grudnia przysłano z Moskwy 14 - osobową brygadę
operacyjną, z lejtn. bezp. państw. Stiepanem J. Biełolipieckim na czele.
Miała ona za zadanie do końca stycznia przygotować akta śledcze wszystkich
jeńców. Kolejnych siedmiu funkcjonariuszy NKWD przybyło w trzeciej dekadzie
grudnia, a 31 grudnia - na polecenie Berii - do obozu przyjechał szef
Zarządu ds. Jeńców Wojennych Soprunienko z dziesięcioma współpracownikami.
Do tego czasu brygada śledcza Biełolipieckiego sporządziła 2 tys. akt
śledczych, skierowała do kolegium specjalnego 500 dokumentów, przepisała
150 aktów oskarżenia; 1 lutego 1940 roku Soprunienko i Biełolipecki zakończyli
śledztwo przeciwko polskim policjantom - akta obejmowały 6050 spraw.
Stan więźniów na 10 października był następujący: ogółem
9113 jeńców , w tym 184 oficerów, 93 policjantów, 8851 szeregowców, 14
kobiet; 63 osoby były chore, 150 - lekko ranne. Do 23 października odesłano
8790 osób. Ostatniego października w obozie było 4258 osób, w tym: 1696
z policji kadrowej, 204 z policji rezerwowej, 36 żandarmów, 20 osadników,
11 junaków, 40 służby więziennej, 74 oficerów, 10 lekarzy, 8 urzędników,
329 szeregowców i podoficerów ochrony pogranicza, 47 szeregowców piechoty,
6 kobiet (odesłano), 74 cywilów, 1 - z kontrwywiadu, 1702 - bez dokumentów.
Pierwszego grudnia w Ostaszkowie przebywało 5963 jeńców : 5033 z policji
etatowej, 40 żandarmów, 41 z Korpusu ochrony pogranicza, 27 osadników,
8 junaków, 263 oficerów wszystkich kategorii, 127 żołnierzy i podoficerów,
169 z rezerwy policyjnej i 105 cywilów . Wśród oficerów byli również nauczyciele.
Podejmowano próby ucieczki, były one jednak skutecznie udaremniane.
Statystyka jeńców
Stan liczbowy obozu w okresie od listopada 1939 do marca 1940 roku:
|
29
XI
|
31.
XII
|
9.I
|
20
I.
|
4.II
|
22
II.
|
16
III.
|
1.IV.
|
|
5959
|
6291
|
6286
|
6278
|
6378
|
6371
|
6363
|
-
|
Skład obozu:
|
Oficerowie
(policji i żandarmerii)
|
199
(29 XI), 264 (31 XII), 281 (9,29 I), 283 (22 II), 288 (16 III)
|
|
Podoficerowie
policji i żandarmerii)
|
603
(29 XI), 615 (31 XII), 742 (9 I), 740 (20 I), 827 (4 II), 780 (22
II), 775 (16 III)
|
|
Szeregowi
(policji i żandarmerii)
|
5016
(29 XI), 5020 (31 XII), 4878 (9 I), 4932 (4 II), 5007 (22 II), 4924
(16 III)
|
|
Pracownicy
więzienni
|
104
(29 XI), 110 (31 XII), 111 (9,20 I), 114 (4,22 II), 189 (16 III)
|
|
Wywiadowcy
|
2
(29 XI), 5 (31 XII), 6 (9 I), 7 (4 II), 8 (22 II), 9 (16 III)
|
|
Szeregowcy
i podoficerowie WP - od odesłania
|
145
(31 XII), 140 (9 I), 82 (20 I), 72 (4 II - 16 III)
|
|
Kapelani
|
11
(31 XII , 9 I), 5 (20 I - 16 III)
|
|
Osadnicy
wojskowi
|
27
(31 XII - 20 I), 35 (4 II - 16 III)
|
|
Uchodźcy
|
35
(29 XI), 93 (31 XII), 89 (9 I), dalej brak danych, przypuszczalnie
ujęci w kategorii "pozostali"
|
|
Pozostali
|
1
(31 XII - 20 I), 67 (4 II), 64 (22 II), 63 (16 III)
|
W podsumowaniu zgadza się liczba ogólna jeńców z obu
tabel Ostaszkowa z dat 29 XI, 31 XII i 19 I, natomiast podsumowanie liczb
dolnej tabeli nieco się różni od górnej; 20 I - 6185, 4 II - 6374, 22
II 6367, 16 III - 6360. (Zestawienia tabel pochodzą z wydawnictwa źródłowego
Katyń. Dokumenty zbrodni, t.1,s.481,482,483)
Skład narodowościowy jeńców wg danych NKWD na 28 lutego:
Ogółem - 6072
Polaków - 6013 - 99 %
Białorusinów - 28
Ukraińców - 23
Niemców - 4
Czechów - 2
Rosjan - 2
|